Pani Weronika (l. 62) 15 lat temu zdecydowała się sama przylecieć do Stanów Zjednoczonych. Jeszcze będąc w Polsce, spotkała ją wielka tragedia. Jej ukochany mąż zginął w wypadku samochodowym 5 lat po ślubie. Została wtedy sama, wraz z 3-letnim synkiem. Cały trud wychowania i utrzymania syna spoczywał na barkach pani Weroniki. Kiedy jej syn dorósł i zaczął studiować, zdecydowała się wyjechać do USA, by wspomagać go finansowo. Od początku pobytu bardzo ciężko pracowała sprzątając domy. Wieczorami dorabiała szyjąc na maszynie, szydełkując i robiąc na drutach. Dzięki ciężkiej pracy mogła się utrzymać i pomóc wykształcić syna. 12 lat temu zaczęły się pierwsze problemy zdrowotne pani Weroniki, a 5 lat temu usłyszała najgorszą diagnozę – nowotwór złośliwy. Po początkowym załamaniu się, szybko stanęła na nogi, gdyż jest bardzo silną kobietą. Wiedziała, że musi walczyć, aby spełnić swoje największe marzenie, czyli zobaczyć jeszcze syna oraz swoją mamę, którzy czekają na nią w Polsce. Wie, że na chwilę obecną musi zostać w Stanach Zjednoczonych, aby dalej kontynuować swoje leczenie. Ze względu na brak ubezpieczenia, jest pod opieką szpitala miejskiego Cook County. Obecnie jest po kolejnej już chemioterapii. W związku ze swoją chorobą i leczeniem, pani Weronika nie jest w stanie codziennie pracować, przez co nie ma stałego dochodu, ale jak tylko czuje się lepiej, jedzie do pracy „na domek”. Obecnie jej miesięczne zarobki to około $1500, z czego musi opłacić mieszkanie (w tym gaz i prąd) oraz spłaca kredyt zaciągnięty na czas choroby, kiedy po operacjach nie mogła w ogóle pracować. W najtrudniejszych momentach, pomagała jej rodzina z Polski. Syn organizował dla swojej mamy koncerty charytatywne, gdzie zbierał pieniążki na jej leczenie i utrzymanie. Pani Weronika jest bardzo dumna ze swojego syna, który mimo tego, że był wychowywany bez taty, wyrósł na bardzo mądrego i dobrego człowieka. Pragnienie spotkania z nim trzyma ją przy życiu. Również w Chicago, otoczona jest gronem wspaniałych przyjaciół, którzy nie opuścili jej w potrzebie i pomagają w najcięższych chwilach. Pomimo wielu przeciwności w swoim życiu, pani Weronika to bardzo zaradna kobieta. Ma duszę artysty, więc żeby powiększyć swój budżet domowy wciąż szyje i szydełkuje. Jej piękne maseczki szyte w czasie pandemii znane są niejednemu rodakowi w naszym tutejszym polonijnym gronie. A jej przepiękne, zrobione na szydełku aniołki oraz bombki obszyte własnoręczną koronką już niedługo będą zdobić niejedną polską choinkę. Pani Weronika jest bardzo skromną osobą. Zapytana o najważniejsze obecnie potrzeby, z pewną nieśmiałością przyznała się nam, że nie posiada odpowiednich okularów, do jej wady wzroku, które bardzo ułatwiłyby codzienne życie. Coraz słabiej widzi i wielką trudnością staje się dla niej szycie i szydełkowanie, dzięki którym bardzo wspomaga domowy budżet. Wolontariusze Szlachetnej Paczki znaleźli okulistę, który niedpłatnie zajmie się leczeniem pani Weroniki, ale trzeba będzie pokryć koszty okularów. Poza tym, ze względu na konieczność utrzymania diety, bardzo pomocna byłaby dla pani Weroniki sokowirówka, gdyż podczas przyjmowania chemii, może pić tylko odpowiednio przygotowane soki. Również rowerek do rehabilitacji nóg, które po chorobie są coraz słabsze, pomógłby w utrzymaniu ich w odpowiedniej kondycji, aby dalej mogła jeździć do pracy. Pani Weronika pomimo wielu trudności które ją spotkały jest wdzięczna za wszystko co w życiu otrzymała i głęboko wierzy, że dane jej będzie spotkać się jeszcze z synem oraz z mamą w ukochanej ojczyźnie, Polsce. Najważniejsze potrzeby to okulary, rowerek rehebilitacyjny (może być używany) oraz sokowirówka.

Zobacz pełną listę potrzeb rodziny

Ta rodzina ma już swojego Darczyńcę